Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 marca 2012

Ostatnia noc w Tajlandi!

Jutro o tej porze bede juz w Birmie!!! W końcu koniec Azji i hura bo Tajlandia i te przekrety i kradzieze i to ze licza za wszytko mnie juz zmeczylo!
Mam juz wize, poznalam w ambasadzie dziewczyne ktora leci tym samym lotem co ja jutro, wiec jakos to bedzie i co waznijesze cs jest nawet w kraju bez wifi i ograniczonym dostepem do netu...wiec mam hosta na pierwsze 2 noce! wiec tym bardziej jakos to bedzie! Bede miala czas na zorganizowanie sie w kraju bez bankomatow, bez netu, z gorsza komunikacja niz tutaj, nowym jedzeniem, nowa waluta i nowym klimatem, bo ma tam byc ponad 40 stopni....lalala:)
Takze calkiem mozliwe ze kolejny post po Birmie....ale skad i kiedy....kto wie:) Trzymajcie kciuki zebym jakos to przezyla i zdazyla na wszytkie kolejne loty!

sobota, 17 marca 2012

Ton Sai.

Stop do Bangkoku...patelnia a my jak te jaja na niej.
Jak zwykle ktos chce pomóc....


Pomocna policja i my....5 min później złapali nam stopa i zrobili swoimi aparatami 100 zdjęć nas i naszego bagazu.
Szalona noc w bkk.
Masaż stóp za 10 zloty na główej turystycznej ulicy w bkk.
Ton Sai/rajska plaża-dla mnie numer jeden zaraz po Andamanach.raj dla alpinistów.




Zborkowe urodziny....niestety wieczorem zorientowalismy się ze w busie ukradli nam tez zlota teqiule!



Ja-ujęcie spod wody:)

Nasza chata, prąd włączali od 19.00-1.00, ale niezależny Zborek nam gotowal na swojej kuchence:)

Domek w środku, duże łoże+niedziałający wiatrak.
Dobudówka-łazienka...także luksus!
Gotujacy Zborek.
Droga na plaże...
Nasz cel!:)))


Wszędzie można sie wspinac i wszędzie sa przygotowane trasy.



Przyplywasz łódka, wysiadasz jesli jest przypływ do wody po pas i se idziesz do brzegu ze wszytkim co masz:)

Chill out bar...bardzo można było tam wyczilowac, tak przynajmniej na kilka tygodni.


Jeden z nielicznych barów. Na raily -plaży obok, ktora jest zdecydowanei bardziej popularna jest zdecydowanie wiecej barow, sklepow, nawet wifi na plazy.

Zborek w nowym tiszercie z łosiem:)
A to jeszcze stare zdjecie- ja w Hanoi-w wypaśnym apartamencie Michala i Franczeski:)
Hanoi.
Lampiony w Hoi an.
Wieczór w Hoi an.
Targ warzywny - Hoi an.


Wietnam.

Także weekend na plaży był idelany. Michal wiedzial gdzie nas zabrac na swoje urodziny. Bylo przepieknie, cieplo i relaksowo. Jesli ktos sie wybiera do Taj, zdecydowanie polecam tą plaze, Raily ktora jest zdecydowanie bardziej polecana i tym samym bardziej turystyczna, ma sie nijak do Ton sai!, z ktorej i tak w 15 min woda kiedy jest odplyw mozna dojsc do Raily. Chatki tanie, tyle ze glownie polozone w gorach wiec trzeba sie do nich troche powspinac,ale warto bo mieszkasz wlasciwie w dzungli-super!
Takze troche posnorklowalismy, troche polazilismy, troche sie poopalalismy i tyle, ja juz wracam do bkk, a pojutrze lece do Birmy. Tam poczekam na Michala 4 dni i od razu uderzamy do Bagan, ktory jest podobno najpieknijeszym miejscem na swiecie?!
Ciesze sie postrkroć, bo Azji mam dosc...zwłaszcza Tajlandi. Od pocztaku Taj nie przypadla mi do gustu, ale ost podroz busem z bkk na rajska plaze uswiadomila mi ze nie chce tu juz wracac, pomimo tego ze plaze maja niezle.
Naczytalismy sie duzo w przewodnikach ze kradna tutaj, jak wszedzie gdzie sa turysci... ale jezdzilam tutaj niezliczona iloscia busow, spedzilam w nich przynamniej polowe czasu i nic zlego sie nie przytrafilo, kurde 70% tej podrozy spie w busie, pociagu, minibusie...ciagle jest sie w drodze, albo czeka na nia, ale zawsze bylo ok...do momentu....jednak czujnym nalezy byc caly czas. W ostatanim busie, jak juz z niego wysiedlismy okazalo sie ze przetrzepali nam placaki. Na szczescie my wszytkie wartosciowe rzeczy mielsimy przy sobie i nam wzieli tylko latarke, tekile i ladowarke do aparatu, ale innym kase, aparaty i kto wie co jeszcze...sama nie wiem czego jeszcze nie mam, bo przeciez nie pamietam co wszytko milam w plecaku i gdzie:)....masakra....obudzili nas nad ranem, na kolejna zmiene busa...jest 5 rano, krzycza ze szybko szybko bo bus ucieknie, norma tutaj nikt nie mowi normalnym dla nas tonem glosu, plecaki sa juz poza busem, przechodzimy zaspani do minibusa i w nim jedna dziewczyna orientuje sie ze nie ma kasy, ja dopiero pozniej otwieram moj plecak a w nim wszytko wywalone do gory nogami...zazwyczaj tam tak jest, ale widze to inny burdel niz ten moj....znajduje w nim jakies nie moje rzeczy i brak kilku moich....ale co zrobisz, tamtego busa i ludzi z niego juz nie ma, jest 6 rano, jestes w jakims wydupiu...chcoiaz gdyby mi ukradli laptop czy aparat na pewno bym sie nie ruszyla nigdzie dalej....ale samo to uczucie ze ktos grzebal w twoich rzeczach, dotykal ich...no nieprzyjemne...Kiedy to zrobili?....schowek na plecaki byl tak duzo, ze kilka ludzi mogloby tam wejsc, co nieczesto sie zdarza, bo zazwyczaj z nami przeworza tony zarcia i innych niezidentyfikowanych pudel i skrzyn....wiec pewnei ktos byl juz w srodku...i w czasie drogi na jakims postoju w nocy poprostu stamtad wylazl....Wiec moja rada...zawsze przed oddaniem swojego plecaka do busa, trzeba go okleic tasma, czy czymkolwiek....no i wszytkie wazne rzeczy miec zawsze przy sobie i spac na nich..tak tez zrobie teraz....bo znowu bus i znowu noc w nim, ale naszczescie juz ostatnia w tym szalonym kraju gdzie wszytko jest mozliwe i te fajne rzeczy i te mniej fajne. Tyle ok, ze nie stracilismy nic super ważnego i właściwie mamy tylko nauczke żeby spowrotem włączyć czujność.

środa, 14 marca 2012

I nazod w Taju!

Wszytsko zaczelo się od tego ze zaufalismy busowi ze jakotako będzie na czas. Nigdy nie ufaj w Azji ze bus przyjedzie na czas i nie planuj tym samym kolejnego polaczenia, nawet jak naddajesz 2 godziny zapasu...nigdy tez nie ufaj ze bus będzie jak ten z obrazka, który ci wciskają, natomiast na pewno będzie przypominał swoim wyglądem salon. Nieważne stary czy nowy ale każdy bus tutaj ma zaslonki z bablami, lampy ala zaryandole, takie serwetki na zaglowniku jak u babci, czasem nawet poduszki lub sofe-zamiast tylnich siedzen-na prawdę jak w salonie.
W każdym razie wyjechalismy z 40 stopniowego Phnom Penh wieczorem, po nocy w saunie byliśmy już na dziendobry przemeczeni. Tobolow nie wiem czemu mieliśmy ze sobą masę, w tuktuku który zawozi nas na busa poznajmey fajnego kolegę, który po jakimś czasie okazuje się ze jest Polakiem i wraca własnie z australi po 10 miesiącach pracy, przez Azję do domu. Poważnie tutaj każdy jedzie do albo wraca z australi, kolega super zadowolony z pobytu tam, extra pracy, dobrej kasy...ale jako kolejny potwierdza drozyzne która tam panuje...ja chyba docelowo jednak wybiore nowa zelandie, bo mniejsza i przyjemniejsza mi się wydaje. Bus zupełnie jak nie z obrazka, grat jakiś...ale darmową woda jest:))- Zborek się cieszy:) jedziemy gadamy, czas leci nagle przerwa i zaczyna się jakieś kombinowanie przy kołach autbusu...nie wiem co było dalej bo poszłam się powiedzmy ze zdrzemnac, przebudzialam się po kilku godz już na granicy, była już 8 rano, mieliśmy być na granicy koło 4 rano:) żeby zdążyć na pociąg który jest o 6 rano do bkk....no coś plany plany i co z tego. Przejście granicy rzecz jasna na piechote, masa handlarzy ciągnie miedzy nami swoje wozki ze wszytskim co się tylko da, ciągną je ręcznie albo przyczepiaja sobie do motora sznurkiem i jadą. No i znowu Tajladnia...idziemy na dworzec potwierzic zy faktycznie kolejny pociąg mamy dopiero wieczorem- tak! Jest już 9 upał już przeogromny, idziemy na stopa-jejjj bo już się stesknilam za ta forma komunikacji:)) siedzimy jak te smażone jaja na patelni i lapiemy.....poważnie powietrze parzy, Michał załatwił napis bangkok po ich niemu, do tego podpis brak kasy, żeby taxowki z góry nas olaly i lapiemy tyle ze jedyne osoby które się zatrzymują chcą albo zapytać czy z nami wszytsko w porządku, czy nie dać nam kasy na bilet albo zabac na stacje budowa...nie o to nam chodzi. Mija godzina smarzenia się, zazynamy mieć łeb jak sklep od tego słońca....w końcu podjezdza do nas policja turystyczna-tak maja tutaj coś takiego....na dziendobry robią nam fotki, każdy z trzech policjantów ma aparat?! Po krótkiej rozmowie ze z nami wszytsko ok, ze wiemy ze jest pociąg, ale ze nie chcemy czekać....co się stało....tutaj dodam ze w Europie już dawno byśmy byli poza droga....w tajaldni natomiast zaczynaj robić sobie z nami i naszymi bagazami wiecej fotek i co dalej....zaczynaja łapać stopa z nami czy właściwie dla nas, zatrzymujac tym samym cały ruch. Bo wiadomo dla policji zatrzyma się każdy:))) szok!!! Zatrzymują wszysko i najwyraźniej pytają o bangkok, my stoimy w tyle i się dziwimy co się dzieje, w końcu jest jakiś bus...kierowca wysiada i mówi ze możemy jechać ale za 30 złoty od osoby...my ze nie mamy kasy, bo wiemy ze pociąg kosztuje tylko 5 zlotych...policjant mu coś mówi i po chwili okazuje się ze możemy jechać za free!!!pakuja nam plecaki do środka, my na mega szoku wsaidamy do wypasnego klimatyzowanego busa!!! Najwyraźniej w tajladni jak nie możesz zlapac stopa zadzwon na policję- oni ci pomogą!!!:)) dojezdamy do bkk wykończeni tymi przygodami, ale zadowoleni na maksa, zostawimy kierowcy jakiś napisem i jedziemy na moje ulubione (sarkazm) Ko San road, jetem już tu po raz trzeci i wciąż jedyna rzecza, która lubię w tym mieście i natłoku turystów, ludzi, hałasu jest mango z mleczkiem kokosowym i klejacym ryzem-jem dwie porcje. Logujemy się w hotelu, szoruje się chyba 30 min, oddajemy rzeczy do prania bo spodenki w których jechałam mam nawet od środka czarne !! I idziemy myslec jak teraz najszybciej wydostać się stad na jakaś plaże.  Kupujemy bilet na Krabi, od kolesia ktorgo ceny są o polowe niższe za transport w porównaniu do innch?! Hmm niby ma jakaś promocje, myślimy czy to niekolejny tajsko przekręt, ale robimy wywiad i wszyscy potwierdzają ze bus zwykle przyjeżdża i można mu ufać...kupujemy. Dziś o 18.00 ma być bus-ciekawe czy faktycznie. Znowu 15 godz w busie, ale plaża w weekend!!!! Jejj Ko San jak zwykle nocą zawalone knajpami, balonami, ludzmi, masazami, wszytskim! Poszłam jescze do mojego ulubionego antykwariatu w bkk wymienić przewodnik z tajskiego na birme-super to jest ze tak można i idę spać.
Teraz siedze po raz już 3 pod ambasada birmy w bangoku. Niby do 3 razy sztuka:) chce dostać wizę dziś, podobno się da w expresowym tempie...za odp gotówkę...wieczorem jedzimey na krabi, z którego planuje wrócić w poniedziałek żeby złapać lot do birmy. Lece sama, znaczy ja, Moj plecak który zaczyna mi już poważnie ciazyc i kroki które ostatnio w nim zamieszkaly...no serio powoli trace siły:) Zborek coś tam coś tam....i ma niby doleciec do mnie pózniej....zobaczymy, wiec znowu przygoda i nowy kraj od nowa sama....wiem ze birma nie będzie tak łatwa jak azja w której byłam i jestem, no ale przecież jakoś tam musi to funkcjonować nawet dla pojedynzych turystów....zobaczymy, wciąż cieszę się bardzo na kraj o którym marzylam od nie wiem ile i kraj którego biletu do zazdrości każdy turysta:) jedno wiem ze po birmie jadę gdzieś odpocząć, pozbyć się mrowke, rozpakowac, do miejsca gzie nie będę musiała co wieczór myśleć gdzie będę spala jutro i jak się tam dostać, czas na mini pauze bez codzinnego pakowania i rozpakowywania się i spedzania nocy na przemian raz hotel raz bus...bo kurde inaczej padne:)  o ost tydz spedzilam na przemszczaniu się czyli albo bus albo czekanie na busa.....ale jejj  birma a jutro plaża, zeby tylko pogoda była ok, bo powoli zaczyna się tu pora deszczowa....

Wiadomosc z ost chwili-mam wize do Birmy! jakto to jest ze wszedzie byl problem a tutaj w ciagu 1 dnia mozna ja zrobic?! 80 zloty, pol godziny kolejki i zrobone! ale ze dzis jedziemy na plaze, to odbiore ja w poniedzialek, przespie sie gdzies znouw w bkk i we wtorek nad ranem samolot jejjj, wciaz nie wiem gdzie tam pojechac i jak...moze jakies wskazowki?! chcoiaz tam ciezko bedzie z netem...podobno.
Mrowki wciaz jada ze mna:)
ok zbieram sie na plaze, zdjecia wrzuce pozniej, bo poki co mam internet z chodnika:)

czwartek, 23 lutego 2012

W drodze do Laosu.

Oto jestem na granicy Tajlandi i Laosu, siedząc na środku ulicy i kradnąc wifi kto wie skąd i na jak długo:) Także więc jakby ostatnia poki co noc w Tajlandi. Przejazd był całkiem udany i komfortowy minibusikiem. Po drodze spotkało mnie nieoczekiwane....przępiekna światynia Wat Rong Khun  albo prościej White Temple, wybudowana w 1997...wygląda jak pałac królowej sniegu. Cała biała, kolor ktory odnosi sie do czystości Buddy, i do tego pokryta lusterkami czyli światłem co świadczy o jego mądrosci. Przepiękne miejsce do tego ma mase mrocznych elementów, jak diably, czaszki, rece zmarlych wychodzace z ziemi, a w środku jak zwykle siedzi Budda, tylko ze malowidla na ścianach sa jak z bajki tysiaca i jednej nocy w co wplątane sa postacie współczesne jak Majkel, albo z innej beczki jak ku fu panda, vader czy batman czy matrixowe postacie....no niesamowity kolaż kolorów i różnych światów, a dzieki temu widok, którego się absolutnie nie spodziewałam, slysząc na poczatku wycieczki, że zobacze kolejną światynie....:)












A to była poprpstu toaleta (!?)
Po drugiej stronie Mekongu już Laos.
Do zobaczenia po drugiej stronie rzeki!:)